A propos zębów
Jeszcze kilka zdań na temat higieny jamy ustnej...otóż od około dwóch tygodni mam potworny problem z dziąsłami - przy każdym szczotkowaniu, czy też czyszczeniu nicią dentystyczną - moje dziąsła potwornie krwawią i są bardzo wrażliwie. Czytałam na ten temat i okazuje się, że ponoć w ciąży taka przypadłość to dosyć częste zjawisko. Nie byłam jednak co do tej opinii do końca przekonana i postanowiłam odwiedzić moją panią dentystkę. Lepiej dmuchać na zimne...i okazało się, że rzeczywiście ciąża i okres karmienia sprzyja takim problemom - ale nie oznacza to, że można sobie pofolgować i np. nie szczotkować zębów. Wręcz przeciwnie - należy dokładnie myć zęby po każdym posiłku i dwa razy dziennie płukać jamę ustną płynami np. Erudril czy Meridol.
26 kwietnia 2011Długi świąteczny weekend już za nami, ale na szczęście następny majowy jeszcze przed nami...tyle że dla mnie i mojego męża ten następny weekend będzie bardzo pracowity - czeka nas gruntowne malowanie całego mieszkania, a co za tym idzie sprzątanie...
Za około 12 tygodni urodzi się nasza mała królewna - więc trzeba powoli zacząć kupować potrzebne akcesoria. Ale zanim zacznę zagracać mieszkanie łóżeczkiem, wanienką, wózkiem i innymi takimi "pierdółkami" najpierw chcę, żeby były już odmalowane ściany, żeby nie trzeba było przekładać rzeczy z miejsca na miejsce.
Zaczęłyśmy z Julitką 28 tc - mała jest wyjątkowo ruchliwa - wczoraj kopała mnie niemal cały dzień i przyznam, że już pod koniec dnia miałam dość, byłam bardzo zmęczona i obolała, a dodatkowo moje samopoczucie było pogarszane przez wielki ucisk żołądka i ból na wysokości płuc...
Od dwóch dni jestem troszkę niespokojna - bo bratanice mojego męża zaraziły się ospą - a jak przeczytałam - ospa jest niebezpieczna dla ciężarnych - a ja niestety najprawdopodobniej nie chorowałam w dzieciństwie na tę chorobę. Mam nadzieję, że się tym świństwem nie zarażę.
Poza tym dzisiaj moja koleżanka - która już za dwa tygodnie będzie rodzić - nastraszyła mnie paciorkowcem grupy B - tzw. Streptococcus agalactiae, GBS czyli Group B Streptococcus, który jest bardzo niebepieczny dla noworodka, jeżeli zarazi się nim przy porodzie. Na szczęście moja lekarka wpisała mi GBS na listę obowiązkowych badań, więc będę wiedzieć co i jak.
Można oszaleć z tym wszystkim...ja staram się podchodzić w miarę normalnie do tego wszystkiego, ale czasem po prostu się nie da.
Około 96 dni do końca
20 kwietnia 2011
Za oknem piękna pogoda, 23 stopnie w słońcu, zielona trawa, kwitnące krzewy i drzewa...ach :-) wygląda na to, że doczekaliśmy się prawdziwej wiosny, ba... nawet lata. Dzień za dniem moja i już zostało mi tylko około 96 dni do powitania naszej córeczki po tej stronie brzuszka...:-)
Właśnie mija 27 tc. a co za tym idzie wchodzimy w 3 trymester - wg. opinii doświadczonych mam ponoć najgorszy czas dla cieżarnej...rzeczywiście zaczynam powoli mieć mniej sił, szybciej się męczę, mam potworną zgagę, zaparcia...a będzie coraz ciężej...
Praca zawodowa wcale mi nie ułatwia życia...stres, nerwowa atmosfera i nadmiar pracy bardzo mnie wykańcza i nie wiem jak długo dam radę...a najgorszy jest fakt, że wszystkim się wydaje, że czuję się super i mogę pracować za 10 osób...
Zapisałam się do szkoły rodzenia i dostałam w prezencie całą reklamówkę różnych próbek, ulotek, ale też i kilka jakiś broszurek do poczytania i ...zaczęłam powoli wątpić w siebie i w to, że dam sobie z tym wszystkim radę...
Martwię się, że nic tak naprawdę nie wiem o dzieciach, że będę "złą" matką, że nie będę umiała karmić piersią, że mała będzie nerwowa (bo w końcu ja też się cały czas czymś stresuję), że w ogóle nie będę umiała się znaleźć w nawej roli...można oszaleć...
Jestem ogólnie przez ostatnie 2 tygodnie bardzo zestresowana - a nawet nie mam bratniej duszy, z którą mogłabym pogadać.
Ale chyba tak już bywa, że kiedy dziewczyna decyduje się na dziecko - zostaje sama z tym wszystkim, a u mnie dodatkowo jest kiepsko - bo nie mam nawet mamy, z którą mogłabym pogadać...
8 h w pracy a ciąża
15 kwietnia 2011
Długo wyczekiwany i wyglądany weekend nareszcie stał się rzeczywistością...od momentu mojego powrotu do pracy zawodowej ponownie zatęskniłam za dniami wolnymi od pracy...ach.
Dwa dni wolności - bez ciągłych narzekań, kłótni, krzyków, nękania kolegów zza biurka i świat od razu jest piękniejszy.
Kręgosłup dosyć poważnie daje mi w kość i zastanawiam się jak długo wytrzymam to 8 h siedzenie za biurkiem...poza tym wracam do domu zupełnie wypompowana z sił, bo w pracy niewiele osób rozumie, że ciąża rządzi się swoimi prawami, że powinnam mieć spokój i w miarę dogodne warunki do pracy...tymczasem mam ciągły oddech na plecach kogoś z firmy, że mam pracować, pracować, pracować...najlepiej 24 h na dobę...Ja się denerwuję, mała się denerwuje - zaczyna mnie kopać i tak sobie walczymy.
I zaczynam powoli rozumieć dlaczego tak dużo kobiet w ciąży korzysta z L4 i dlaczego Polki w tym przodują wśród Europejek - odpowiedź jest prosta - bo pracodawca ma gdzieś Ciebie i Twoją ciążę...
Najlepsze rozwiązanie - też mieć go gdzieś i odpowczywać na L4...
Poza tym - u nas wszystko w porządku - mała rozrabia i rośnie w brzuszku...a ja staram się cały czas nawilżać skórę, żeby uniknąć rozstępów...
Zostało już tylko 100 dni...;-)
Przerwa w ciszy...
11 kwietnia 2011.
Ojej...troszkę czasu upłynęło od mojego ostatniego wpisu, dlatego postanowiłam zrobić przerwę w tej ciszy i coś napisać...:-)
Moje milczenie wynikło z bardzo intensywnej w ostatnich dniach nauki do egzaminu - no ale się opłaciło.
Otóż 5 kwietnia 2011 zostałam przyjęta w poczet uprawnionych geologów w kategorii VII...i teraz po otrzymaniu stosownego świadectwa podpisanego przez samego pana Ministra ds. Środowiska...:-)mogę samodzielnie wiercić dziury w ziemi...:-). Niby to takie oczywiste - bo cóż innego może robić geolog- ale jak się okazuje na wszystko trzeba mieć stosowny papier...;-).
Dziś zaczynamy z małą Julitą - bo chyba takie w końcu będzie imię naszej córeczki - 26 tc. Czas pędzi nieubłagalnie do przodu i chyba najwyższy czas zacząć myśleć o wyborze szkoły rodzenia i szpitala. Powiem szczerze, że mam niezły mętlik w głowie, jeżeli chodzi o wybór...tyle się naczytałam i nasłuchałam różnych opinii o tych krakowskich szpitalach, że strach mnie oblatuje - jak tylko o tym myślę.
Postanowiłam, że zadzwonię do szkoły rodzenia, która działa przy szpitalu Siemieradzkiego i zobaczymy, czy mnie przyjmą (chodzi o wolne miejsca na kursie).
Poza tym brzuszek powiększa się z dnia na dzień i nie dopinam już moich spodni w pasie...dlatego postanowiłam zakupić spodnie ciążowe. Polecam sklep Happy mum...(mają też sklep on - line) można zakupić bardzo ładne i eleganckie ubrania ciążowe - ale niestety w nie najniższych cenach...
Mała rośnie i przy tym się bardzo rozpycha - kopie w pęcherz (biegam co minutę do toalety), kopie w żołądek (jest taki ściśnięty i bardzo boli - jakby kamień był w środku). Muszę jeść bardzo mało i często, bo inaczej bardzo cierpię...
Mała jest straszną rozrabiaką i czuję, że będzie jak mamusia bardzo aktywna - ale przez tę jej aktywność w ogóle nie daje mi za dużo pospać w nocy...
Ale i tak ją kocham... i już nawet zakupiłam dla niej pierwszą, małą sukienkę z legginsami...jest przesłodka...;-)
Wróciłam też do pracy zawodowej, ale nie powiem, że siedzenie 8 h za biurkiem to szczyt moich marzeń...kręgosłup daje mi poważnie w kość...liczę na to, że szybko się przyzwyczaję...zobaczymy.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)