O kulinarnym osiągnięciu i o tym, że 75g glukozy można jednak przełknąć

23 marca 2011

Pogoda od kilku dni zaczęła się robić iście wiosenna...no ale w końcu od kilkudziesięciu godzin mamy kalendarzową wiosnę, więc już chyba najwyższa pora, żeby zacząć zrzucać "zimowe futro", a wskakiwać w letnie, zwiewne sukienki. Ja, żeby uroczyście uczcić nadejście wiosny wybrałam się w mioniony weekend do centrum na zakupy. Chciałam złowić jakiś ciuszek na egzamin (w końcu już tylko 13 dni pozostało), a poza tym zaczynam powoli wyrastać ze swoich ubrań, więc chciałam nadrobić zaległości w szafie...Szybko doszłam jednak do wniosku, że ceny mnie przerastają...chyba za mało zarabiam...tzn. pensja polska, a ceny europejskie...no ale w każdym razie mam śliczną sukienkę, w której się od razu zakochałam :-)
Wczoraj dokonałam też absolutnego osiągnięcia - tzn. po raz pierwszy odważyłam się zakupić surową rybę w postaci pstrąga i ją przyrządzić. Dotychczas miałam jakąś wewnętrzną blokadę, żeby zakupić takie stworzenie, które jeszcze patrzy na mnie i coś z niego przyrządzić.
Przepis na pieczonego pstrąga znalazłam w internecie na blogu "patrzeć przez zielone..." i okazał się strzałem w 10. Danie jest przepyszne, smaczne i lekkie. POLECAM!!!
Oto przepis:

Pstrąg pieczony z masłem czosnkowym i ziołami

Składniki:

3 -4 niewielkie, świeże pstrągi (wypatroszone)
sól morska
masło (4 łyżki)
2 ząbki czosnku
cytryna
natka pietruszki, tymianek, szałwia (świeże)
bazylia
sól, pieprz
słodka czerwona papryka (przyprawa)

Ryby umyć, osuszyć, natrzeć solą (wewnatrz i na zewnatrz), bazylią, pieprzem, do środka włożyć po kilka listków szałwii, tymianku i natki pietruszki, owinąć folią aluminiową i włożyć na 1 ha do lodówki. Miękkie masło wymieszać z czosnkiem przeciśniętym przez praskę. Do środka każdej ryby włożyć po łyżce masła, skropić sokiem z cytryny. Rybę owinąć folią tak, aby rozcięcie "na brzuchu" ryby było odsłonięte (folia w łódeczkę). Ryby owinięte folią i ułożona na blaszce wstawić do nagrzanego do 200 stopni piekarnika. Piec ok. 20-30 minut, potem wyjąć z piekrnika, folię odwinąć tak, aby ryba mogła się przypiec, ryby posypać czerwoną słodką papryką. Piec jeszcze 10 minut.

To już 23 tydzień ciąży...mała bryka w brzuszku, że aż miło, mam nadzieję, że rozwija się prawidłowo i ma się dobrze...w każdym razie ja staram się jej dostarczać różnych witamin.
Wczoraj wylądowała na pokładzie jej starsza koleżanka - Hania. Gratulujemy rodzicom i cieszymi się razem z nimi.
Cały czas się zastanawiam jaka będzie nasza córeczka, czy będzie miała włoski, a jeżeli tak to jakiego koloru, a może będzie łysa...:-) Już bym chciała ją mieć obok siebie...ten okres ciąży wcale mi się nie podoba...
Dzisiaj byłam na badaniu zwanym obciążeniem glukozą 75 g. Trzy ukłucia, świństwo w postaci 75 g glukozy z odrobiną wody do wypicia i 2 h siedzenia w miejscu, żeby wynik nie był zafałszowany...Roztwór jest do wypicia - jest mega słodki - ale najlepiej go wypić od razu i zatkać nos, żeby nie wąchać tego zapachu, bo odrzuca. Ja dostałam od Pani pielęgniarki odrobinę wody do przepicia i to mnie uratowało - bo inaczej chyba bym już tą końcówkę zwymiotowała...brr











Córcia się coraz mocniej rozpycha...

17 marca 2011

Pogoda od dwóch dni wcale nas nie chce rozpieszczać, pada, jest chłodno, wieje porwisty wiatr i w ogóle jest szaro, buro i ponuro. A ja siedzę na sofie z bardzo złym samopoczuciem i zastanawiam się, kiedy ta wiosna do nas przyjdzie i zostanie na dłużej.
Od dwóch dni nasza mała córeczka zaczęła intensywnie rosnąć, co widać po moim brzuszku, zrobił się bardzo okrąglutki, no i waga też mi podskoczyła w górę. Poza tym mała strasznie się rozpycha, ciągle muszę biegać do toalety i czasemi poza pęcherzem bardzo uciska mi żołądek - a to niestety boli.
To już połowa 22 tygodnia ciąży, a przede mną jeszcze około 18...w najbliższej przyszłości czeka mnie badanie: test obciążenia glukozą 75 ml (GTC)...brr Pani Doktor powiedziała mi, że ona robi to badanie raz i od razu z dawką 75 ml - nie chce mnie torturować, że najpierw dostanę 50 ml, a jeżeli coś nie wyjdzie to pójdę znowu po większą dawkę. Dziękuję...za tą wątpliwą przyjemność...brr Już mnie mdli i mi słabo na samą myśl o tym...Trzymajcie kciuki...

Strach przed nowym, nieznanym

15 marca 2011.

Zazwyczaj tak w życiu bywa, że każdy z nas odczuwa strach przed czymś nowym, nieznanym...i tak też jest w moim przypadku. Czas pędzi nieubłagalnie do przodu i ani człowiek się nie obejrzy, a minie kolejny rok.
Do wielkiej chwili narodzin naszej córeczki zostało już tylko 4 miesiące i chyba zaczynam się powolutku bać...ostatnio po wizycie u naszych znajomych (doświadczonych rodziców) uświadomiłam sobie jak niewiele wiem o opiece nad noworodkami, w ogóle o dzieciach, porodach, kaszkach, chorobach i w ogóle...ogarnęło mnie przygnębienie i strach...A chyba najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, że do nas jeszcze to wszystko nie dociera...tzn. to że zostaniemy rodzicami. Chodzimy razem na badania USG, oglądamy to dziecko, ja odczuwam jego ruchy...ale cały czas jest to jakieś odległe...
Mała rozwija się prawidłowo, ciągle sobie fika, łapie się za uszka, główką (śmieszne to) i już nawet ułożyła się główką w dół do porodu...a my ciągle nie zdecydowaliśmy jak będzie miała na imię...ehhh




Z okazji Dnia Mężczyzny...

10 marca 2011.
Media trąbią dziś od rana... toż to przecież dzisiaj Dzień Mężczyzny jest... - z tej okazji chciałam złożyć serdeczne życzenia dla Wszystkich Facetów, którzy być może czasem też tutaj zaglądają... spełniania pragnień i samych słodkości od swoich lepszych i piękniejszych połówek :-)
Ja z okazji tego święta upiekłam dla mojego łasucha muffiny z nutellą, wiśniami i borówkami amerykańskimi.
Drogie Panie gorąco polecam poniższy przepis - muffiny są rewelacyjne, niebo w ustach...SMACZNEGO!!!



Muffiny

Składniki:

- 1,5 szklanki mąki pszennej
- 2/3 szklanki cukru
- 2 łyżeczki proszku do pieczenia
- 0,5 łyżeczki sody oczyszczonej
- szczypta soli
- 2 małe jajka
- 400 g jogurtu naturalnego
- 80 – 100 g stopionego tłuszczu (masła lub margaryny)

W jednej misce wymieszać składniki suche: mąkę, cukier, sól i proszek do pieczenia. W drugiej – składniki mokre. Następnie wymieszać wszystko razem. Formę do muffinek wyłożyć papilotkami, napełnić ciastem do połowy (około 1 łyżki stołowej), następnie położyć nadzienie (konfiturę, świeże owoce lub nutellę). Następnie wstawić do piekarnika (180 st. C lub 4 – 5 poziom piekarnika gazowego) i piec ok. 20 – 30 minut.




O muffinach, anemii i poszukiwaniach kotki Pysi

10 maca 2011.

Pogoda za oknem (deszcz, śnieg i ogólna plucha) wcale nie zachęca do wystawienia nosa za drzwi, co w sumie dla mnie jest na plus, bo spokojnie mogę się obłożyć książkami i zakuwać...choć szczerze - mam już odruch wymiotny, kiedy po raz kolejny czytam to samo w kółko i ciągle jest bardzo dużo wiadomości, których nie pamiętam...;-(
Na szczęście od czasu do czasu wpadam na jakiś pomysł urozmaicenia sobie dnia i np. piekę muffiny. 8 marca z okazji Dnia Kobiet dostałam od mojego Kochanego Męża poza bukietem kwiatów papilotki do muffinów. Ucieszyłam się niezmiernie i od razu przystąpiłam do wielkiej akcji pieczenia tych smakołyków. Wiele przepisów znalazłam na kulinarnym blogu mojewypieki.blox.pl
Generalnie bardzo polecam te pyszności wszystkim zapracowanym kobietom, bo muffiny są bardzo smaczne i szybkie w przygotowaniu.
Ale żeby życie nie było zbyt kolorowe okazało się wczoraj po badaniu krwi, że gwałtowanie spada mi poziom hemoglobiny, a poziom hematokrytu jest już dużo poniżej normy... czyli zaczyna mnie dopadać anemia...stąd prawdopodobnie moje zasłabnięcia i omdlenia. Pewnie będę musiała jeść więcej czerwonego mięsa, pić mikstury z buraczków i przyjmować żelazo...brr
Dziewczyny pilnujcie się w ciąży...zapotrzebowanie na żelazo w II trymestrze bardzo mocno wzrasta i można szybko wpaść w anemię.
Ale żeby nie było, że tylko anemia mnie zaatakowała - to wczoraj i przedwczoraj zaatakował mnie silny stres, a to za sprawą zniknięcia kotki naszej sąsiadki. Pysia - bo tak ma na imię owa kotka - 8 marca w godzinach dopołudniowych wyskoczyła z okna balonu i zniknęła. Rozpoczęły się wielkie poszukiwania w obrębie naszego osiedla, które jak wiadomo nie jest małe, a dodatkowo akcję utrudniał zbliżający się wieczór i ogromny gwar wieczorny spowodowany powrotami do domu mieszkańców osiedla. Pół ubiegłej nocy nie przespałam i co 30 minut wstawałam i patrzyłam przez okno kuchenne na podwórku, z nadzieją, że może jednak się pojawi i ją wypatrzę. Rano pojawiły się karki z informacją o zaginięciu Pysi i prośbą o pomoc w poszukiwaniach. Było nam wszystkim bardzo smutno i źle, bo ta kotka była częścią naszej rodziny, uwielbialiśmy ją jak naszą własną - tym bardziej, że ona często nas odwiedzała na balkonie. Nawet moja Kiki była jakaś nieswoja i osowiała, zupełnie jakby wyczuwała, że coś jest nie tak. Ach to był wielki stres i nerwy. Na szczęście kotka się znalazła cała i zdrowa - spadł kamień z serca. Mam nadzieję, że już jej do tej główki nie wpadanie taki pomysł...Ach te koty...:-)

Jesteśmy na półmetku...

7 marca 2011.

Od dziś do wyznaczonej przypuszczalnej daty porodu zostało nam jeszcze, a może aż 140 dni... biorąc pod uwagę, że teoretycznie ciąża trwa 280 dni to połowa za nami. Nie powiem, że "gorsza" połowa, bo nie wiem, co mnie/nas jeszcze czeka...w tym tygodniu na pewno badania krwi -morfologia, odczyn Wassermana, HIV i takie tam... a za jakieś kilka tygodni test obciążenia glukozą - czego boję się najbardziej.
W sumie zaczynamy dziś 21 tc, więc i teoretycznie powinnam odczuwać już ruchy dzidzi...tymczasem chyba nie odczuwam, a może odczuwam, a mi się wydaje, że to jakieś gazy...w końcu to dziecko jest jeszcze bardzo małe, to i siły nie ma za dużo...nie tak jak moja kotka, jak mnie kopnie to dwa dni boli...;-).
Do egzaminu został już niecały miesiąc, więc staram się zintensyfikować naukę, ale idzie mi to bardzo ciężko....długo już się nie uczyłam czegoś na pamięć i chyba wypadałam z wprawy.
Pozytywne jest to, że chyba wiosna się do nas zbliża wielkimi krokami. Słońce codziennie wita mnie o poranku, temperatury nie są jeszcze wybitnie wiosenne - no ale przynajmniej jakiś taki powiew świeżości czuć w powietrzu. Może już niedługo będę mogła ubrać jakąś wiosenną sukienkę? :-) oby...


Coś o pączkach i samopoczuciu ciężarnej

3 marca 2011.

Dzisiaj wielki dzień pączkowego obżarstwa - wszak to dzisiaj Tłusty Czwartek mamy...wszyscy, czy to wielcy, czy mali biegną do cukierni czy piekarni, żeby zakupić te puszyste słodkości i pochłonąć je bez wyrzutów sumienia. Ale moi drodzy czytelnicy, czy Wy wiecie że taki pączek to 200-300 kcal...?Wiem, wiem - dzisiaj jemy je bez liczenia kalorii....
Sama grzecznie poprosiłam dzisiaj męża, żeby spełnił moją zachciankę i zakupił dla mnie na śniadanie pączka z różą...Zjadłam, ale powiem szczerze, że wcale jakoś nie jestem usatysfakcjonowana ich smakiem. Mam wrażenie, że nie są one pieczone na tłuszczu pierwszej świeżości...a i same w sobie jakieś takie...
A może ja po prostu mam smaki i humory - możliwe...
Ostatnio nachodzą mnie jakieś refleksje związane z samopoczuciem kobiet w ciąży...nie wiem dlaczego, ale chyba to taki standard, że każdy kto wie o mojej ciąży, kiedy tylko mnie zobaczy najpierw patrzy na mój brzuch i niemal automatycznie zadaje ulubione chyba przez ciężarne pytanie "Jak się czujesz?"
Grzecznie odpowiadam "ok", lub"dobrze" lub "nie najgorzej"itd, itp...ale tak naprawdę żadna kobieta nie mówi jak to naprawdę jest być w ciąży...Tak naprawdę przez większość tych 9 miesięcy coś tam zawsze doskwiera - na początku senność, nudności, czasem wymioty, nadwrażliwość na zapachy, potem ból kręgosłupa, zgaga, zaparcia, bóle głowy, zawroty głowy, omdlenia, zmęczenie, problemy ze snem...Kobieta odpowiadając na pytanie "jak się czujesz "- "dobrze" - pozostawia w błogiej nieświadomości swojego rozmówcę i ten (szczególnie facet lub kobieta, która jest bezdzietna) myśli, że ciąża to taki stan w którym kobieta "lewituje"...a guzik prawda, nic bardziej mylnego. Ciąża to okres, w którym nasz organizm pracuje w zdwojonym tempie i szczególnie już pod koniec ledwie "zipie"....