Pierwsza wizyta w szpitalu za nami...

30 czerwca 2011.
Dzisiaj odwiedziliśmy szpital, w którym zamierzamy rodzić i poznaliśmy Panią Położną, która ma nad nami czuwać w godzinie zero...
Muszę przyznać, że ostatnia wizyta u lekarza trochę mnie zestresowała, a mocny ból krzyża i tępy w dolnej części brzucha podczas ostatniej nocy spowodowały, że zaczęłam panikować, że to JUŻ...
Przy pierwszym porodzie człowiek niczego nie jest pewny...jak wyglądają te skurcze i co tak naprawdę słowo "skurcz" oznacza. Bo przecież każda kobieta jest inna...A internet i niektóre brednie, które tam wypisują wcale mi sprawy nie ułatwiają.
Pani położna uspokajała jednak, że tego raczej się nie da przegapić i że to bardzo boli...
Póki co jest rozwarcie jest na 1 cm i jakiś kawałek szyjki jeszcze jest, więc mam się "oszczędzać", żeby wytrzymać do 10 lipca, a później zobaczymy.

W oczekiwaniu

29 czerwca 2011.
37 tc. Jeszcze nie urodziłam...choć cisza na blogu mogła kojarzyć się jednoznacznie...:-)
Cóż ostatni okres ciąży nie należy do przyjemnych, przynajmniej dla mnie. Zupełnie opadłam z sił, każda nawet najmniejsza czynność jest dla mnie wielkim wyzwaniem. Mam potworne problemy ze snem, zamiast odpoczywać, budzę się co 20-30 minut i odwiedzam toaletę, a od 4 rano już praktycznie w ogóle nie śpię. Podczas wczorajszej wizyty u lekarza okazało się, że mam już zupełnie wygładzoną szyjkę macicy, rozwarcie na 0,5 cm i główka dziecka mocno naciska na szyjkę stąd moje częste wizyty w toalecie. Teoretycznie wg. lekarza mogę w każdej chwili zacząć rodzić...z prawdopodobieństwem, że w ostatniej chwili może się okazać, że jednak będzie cc, bo sprzężna zewnętrzna mojej miednicy wynosi 18 cm, podczas gdy powinna wynosić min. 20 cm.
Julitka jest jednak małych dzieckiem (około 2380 g) i moja lekarka mocno wierzy, że Matka Natura sobie poradzi z porodem naturalnym.
Od wczoraj zaczęłam się już bardzo mocno stresować bliskością porodu i tym, czy jeżeli mała urodzi się przed czasem będzie z nią wszystko w porządku. Jak wiadomo każdy dzień dla takiego maleństwa w brzuchu mamy jest na wagę złota.
Torba do szpitala już spakowana i spokojnie sobie czeka na ten WIELKI DZIEŃ.

Ćwiczenia mięśni Kęgla, masaż okolic krocza czyli jak praktycznie przygotować się do porodu

15 czerwca 2011.
Do porodu zostało mi już bardzo niewiele czasu...Jeżeli mała urodzi się w terminie to mam jeszcze około 40 dni...
Strach przed bólem, nacięciem krocza, szyciem i tym wszystkim nasila się z dnia na dzień. Ale... - ponieważ wiem, że bloga tego czytają kobiety, które w przyszłości planują zostać mamami, chciałam podzielić się z Wami praktycznymi radami, które być może się Wam w przyszłości przydadzą.
Po pierwsze - polecam, aby przez całą ciążę (już od 2, 3 miesiąca) stosować balsamy i kremy na rozstępy. Rano i wieczorem wmasowywać niewielką ilość kremu na brzuch, piersi, uda i biodra - czyli wszystkie te miejsca, które w przyszłości będą "rosły" wraz ze wzrostem naszego dzidziusia.
Ja osobiście używam preparatów trzech firm: Mustela, Dax Cosmetics i Ziajka.
Po drugie - należy ćwiczyć mięśnie Kegla, który to mięsień łonowo -guziczny odpowiedzialny jest za kontrolę i podtrzymywanie dna miednicy i pęcherza. Ćwiczenie mięśni Kegla ochrania część kobiet przed nacięciem krocza, czy pęknięciem podczas porodu.
Po trzecie -mniej więcej od około 34 tc należy regularnie 3 - 4 razy w tygodniu wykonywać masaż miejsc intymnych. Pozwala to rozluźnić mięśnie i zmiękczyć tkankę okolicy krocza, co również ma ułatwić poród bez nacięć i pęknięć. Ja do masażu polecam olejek firmy WELEDA na bazie naturalnych składników.
Oczywiście nikt nie zagwarantuje mi, że nie będę nacinana, czy że nie pęknę - no ale trzeba się do porodu przygotować - w końcu wg. lekarzy i położnych to najtrudniejsza i najcięższa praca fizyczna jaką ma kobieta wykonać w swoim życiu. ;-)

Będzie o słonecznikach i końcówce ciąży


13 czerwca 2011.
Dzisiaj rozpoczynamy z Julitką 35 tc...do spotkania już coraz bliżej...:-)
Mama niestety sił ma już coraz mniej, dużo odpoczywa, ale szczerze powiem, że znalezienie dogodnej pozycji bywa trudne. Dzidzia wyżywa się w brzuszku mamy... cały czas unosząc tyłek w górę, zgniatając mi płuca i żołądek. Potrafi boleć, oj potrafi...
Dzisiaj wielkie wydarzenie, bo przyjeżdża nowa fura tatusia - czyli wózek dla Julity. Tata wybierał - więc wszelkie uwagi w razie jakiejś niewygody córka będzie mogła jemu zgłosić ;-)
Co do porodu i wyboru szpitala - to nadal mam mętlik w głowie i wiem, że nic nie wiem...chyba jednak zostanie ten szpital, który wybraliśmy na początku. Mam tysiące obaw i wątpliwości, ale chyba nigdy nie będzie tak, że przy wyborze będę 100%pewna. Oby tylko z Julitką było wszystko w porządku to ja jakoś przeżyję - nawet najgorsze.
W miniony piątek miałam urodziny, a ponieważ nie czułam się najlepiej, zostałam w domu -odpoczywałam i tysiące różnych myśli kłębiło mi się w głowie. Głównie były to wspomnienia dotyczące mojego dzieciństwa i tego, że w każde moje urodziny wczesnym rankiem budził mnie zapach piwonii, który wypełniał cały mój pokój. Moja mamusia zawsze dbała o to, żeby piękne ogrodowe kwiaty (piwonie, słoneczniki) w tym szczególnym dniu cieszyły moje oczy. Potem były prezenty, życzenia i pyszne śniadanko. Nie sposób tego zapomnieć i teraz, choć już mijają trzy lata od dnia, kiedy widziałyśmy się po raz ostatni - ten obraz często mi towarzyszy. Bardzo chciałabym, aby moja córka kiedy dorośnie też tak miło wspominała każde swoje urodziny w domu rodzinnym.
A te piękne słoneczniki, które widzicie na zdjęciu otrzymałam do mojego męża ;-*

Szpitale, znieczulenia i inne...

7 czerwca 2011.
Do porodu zostało jeszcze około 6 tygodni...mama intensywnie ćwiczy oddychanie w szkole rodzenia i przygotowuje się do aktywnego porodu podczas aqua aerobiku dla ciężarnych.
A mała Królewna siedzi sobie w brzuszku i chyba jest jej coraz ciaśniej - bo bardzo się rozpycha - zwłaszcza rączkami i nóżkami.
Odwiedziłam w miniony weekend Szpital, w którym planuję rodzić i wcale nie jest mi z tego powodu lepiej. Myślałam, że jak zobaczę wcześniej to wszystko to będzie mi jakoś łatwiej i może odrobinę lżej na duszy, tymczasem...mam coraz więcej wątpliwości, zaczęłam się wręcz panicznie bać.
Jak się okazało znieczulenie zewnątrzoponowe nie jest standardem tylko dobrem, za które trzeba słono zapłacić...grr. Zresztą szpital też jest podzielony na część odremontowaną (płatną) i część nieodremontowaną (darmową). Są extra płatne pakiety - położne, lekarze na telefon, pokoje ...można się w tym wszystkim pogubić.
Cały czas zastanawiam się i ubolewam na jednym dlaczego całe życie płacę składki zdrowotne, ubezpieczeniowe (niemałe kwoty), a kiedy przychodzi taki moment, że człowiek chciałby skorzystać np. ze znieczulenia, a tutaj się okazuje, że nie możesz, albo możesz - ale trzeba płacić.
Nasz kraj, a raczej cały ten NFZ (razem z Panią Minister Kopacz) należałoby zlikwidować...

Pierwsze wrażenia ze Szkoły Rodzenia

2 czerwca 2011.
A teraz będzie kilka zdań o pierwszych wrażeniach ze Szkoły Rodzenia. Jakoś nigdy wcześniej - tzn. przed zajściem w ciążę nie zastanawiam się nad tym, co tak naprawdę czuje świeżo upieczona mama, a może nawet jeszcze nawet nie mama...no bo niby już masz to dziecko - bo nosisz go w sobie, ale nie możesz go dotykać, przytulać, karmić, przewijać i kąpać. Teraz kiedy zostało mi około 50 dni do spotkania z naszą małą Kruszynką zaczynają mną szargać różne uczucia - bo po pierwsze zaczynam potwornie bać się porodu, bólu, znieczulicy lekarzy, położnych, pielęgniarek, po drugie - boję się tego, co będzie po porodzie - pierwsze karmienie, ból przy oddawaniu moczu, wstawaniu, anemia, po trzecie - i to chyba ostatnio jest najgorszym rodzajem strachu - mianowicie obawa, czy z małą wszystko będzie w porządku, czy urodzi się zdrowa, jak poradzi sobie ze stresem porodu itd itp. Tysiące pytań i obaw.
Szkoła Rodzenia uświadamia młodych rodziców - co tak naprawę ich i ich maleństwo czeka. Z jednej strony takie uświadamianie jest dobre, a z drugiej strony może nieco zasiać niepokój. No bo przychodzą różni lekarze, położne i opowiadają o swoich doświadczeniach, które nie zawsze są pozytywne i mają szczęśliwe zakończenie.
Poza wykładami szkoła rodzenia proponuje też ćwiczenia i aqua aerobik. Ćwiczenia są bardzo spokojne i nie do końca mi odpowiadają - no ale po pierwsze chcę się nauczyć oddychać - więc muszę na nie uczęszczać, a po drugie - połowa dziewczyn, która tam ze mną chodzi - dawno nie uprawiała żadnej gimnastyki, więc trudno wymagać żeby ćwiczenia były bardziej intensywne.
Ogólnie jednak polecam przyszłym mamom zapisanie się na takie kursy, bo warto...