Od jutra zaczynamy z Julitką 33 tc...a więc Wielki Dzień zbliża się krokami milowymi...brzuszek rośnie nadal i staje się coraz większy.
Mama zaczęła powoli robić zakupy ciuszkowe dla bobasa - ale szczerze powiem, że przez ten remont - a teraz już raczej urządzanie mieszkania - nie mam z tego żadnej radości. Wszystko robione jest w okropnym pośpiechu i stresie. Przeklinam ten dzień, kiedy zdecydowałam się na to wszystko. NIGDY WIĘCEJ REMONTU W CIĄŻY...ciągłe borowanie, przekłuwanie, hałas i bałagan mogę człowieka wykończyć. Jestem już psychicznie na skraju wyczerpania nerwowego...a do tego zachorowała moja kotka...3 dniu u weterynarza, zastrzyki antybiotykowe, które sama jej aplikuję i żadnej poprawy, żadnej konkretnej diagnozy - poza tą, którą sama wystawiłam - czyli stres związany z remontem.
Mam ochotę usiąść i rozpłakać się jak małe i bezradne dziecko...no bo trochę się tak czuję - 1. brudno w mieszkaniu - jak to przy remoncie bywa - a ja nie mam sił i nie dam rady tego posprzątać, a nikt mi w tym nie pomoże 2. brak mamy czy kogoś bliskiego do kogo mogłabym zadzwonić i choć się wyżalić 3. bezsilność wobec choroby kotki - czytam, szukam i nic...
4. pretensje taty, że nie przyjeżdżam go odwiedzić - podczas gdy znoszę coraz gorzej wszelkie podróże.
Marzę o chwili, kiedy to wszystko minie i będę mieć choć na chwilę spokój...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz