Ciągle czekamy

18 lipca 2011.
Właśnie dziś kończymy z Julitą 39 tc i rozpoczynamy 40. Coś czuję, że mała będzie strasznym uparciuchem, bo twardo siedzi w brzuszku i ani myśli wyjść. Pod koniec czerwca lekarka straszyła mnie, że poród tuż, tuż...a tutaj się okazuje, że wcale nie tak szybko jeszcze...
Tak zupełnie szczerze to jestem już strasznie wyczerpana tym czekaniem, nadsłuchiwaniem...i tymi skurczami, które nasilają się z każdym dniem...a może to tylko moje odczucie związane z przedłużającą się sytuacją.
W nocy z sb/ndz wylądowałam na patologii ciąży. Miałam dość nieregularną czynność skurczową mięśnia macicy, a ponieważ lekarka w szpitalu obawiała się, że jednak akcja się rozwinie kazała mi zostać na oddziale. To co tam przeżyłam to był koszmar...nikomu nie życzę.
Leżałam na sali 5 osobowej, tuż przy oknie, które wychodziło prosto na bardzo ruchliwą ulicę. Samochody jeździły całą noc, a dodatkowo zagraniczni turyści i studenci urządzili sobie "piknik" tuż pod moim oknem. Z koszmarnymi bólami leżałam do godziny 6 rano, kiedy zdecydowałam się pójść do dyżurnej, żeby poprosić o jakieś badanie lekarskie, bo nie wiedziałam, co się ze mną dzieje... usłyszałam, że mam czekać do 10 aż będzie obchód lekarski i wtedy lekarze podejmą decyzję....szkoda słów. Wróciłam na łóżko i jakoś dotrwałam do tej 10 do badania. Poprosiłam o KTG dla dziecka i sprawdzenie akcji skurczowej i poprosiłam o wypis na własne życzenie. Wolę cierpieć w domu, gdzie przynajmniej mogę w jakiś sposób łagodzić ból przez np. ćwiczenia na piłce, czy masaże, okłady niż siedzieć w szpitalu na patologii ciąży, gdzie każda pani na mnie dziwnie patrzy, kiedy mi twarz wykrzywia z bólu i nikt się mną nie zajmie w razie czego.
Wczoraj byłam bardzo przerażona, niewyspana i w ogóle bardzo rozbita...teraz nadal mam bolesne skurcze, ale póki co są dość nieregularne, więc do szpitala się nie wybieram. Powiedziałam sobie, że teraz poczekam w domu do tego momentu, aż skurcze będą regularnie co 5 minut i będą trwały 60 sekund. Inaczej się z domu nie ruszę...

1 komentarz:

  1. Trzymam kciuki by oczekiwanie na FINAŁ nie było uciążliwe... jakby co, to dzwoń!

    OdpowiedzUsuń