

6lipca 2011.
Lipcowa depresja wcale nie chce minąć i szczerze już mam dość tego okropnego deszczu, który leje od kilku dni i nie wiem, kiedy w ogóle raczy sobie pójść. Potrzebuję słoneczka, które da mi nową energię do życia, a raczej przetrwania do narodzin naszej córeczki.
Tak - to już 38 tc. Czuję się jak słonica, ociężała i wielka...brzuch mi bardzo przeszkadza...spać ciężko, leżeć ciężko, siedzieć ciężko, chodzić ciężko...właściwie nie umiem sobie znaleźć miejsca na ziemi. Zdecydowanie 9 miesiąc jest chyba najgorszy...przynajmniej dla mnie. Czuję jakbym miała zaraz pęknąć od środka...
Dni płyną leniwie, jest rano, dłuuugie przedpołudnie i jeszcze dłuższe popołudnie i wieczór. Mąż ciągle zajęty - bo albo pracuje, albo gra na konsoli...
Aby skracać sobie dni staram się więcej czasu spędzać w kuchni eksperymentując. Dziś po raz drugi upiekłam pyszną tartą z cukinią wg. przepisu Flory. Roboty jest troszkę, ale gorąco polecam, bo rezultat oszałamiający. Pracy na około 1,5 h, a pochłanianie tarty zajmuje do max. 10 minut. :-)
Podaję przepis:
A więc z pół kostki masła, 2 żółtek, mąki krupczatki i kukurydzianej (tak około 2 szklanki), śmietanki (ok. 100ml) i przypraw (sól, papryka słodka i chili, bazylia i oregano) - zagnieść trzeba kruchy spód. Rozwałkować szybko i wyłożyć tym ciastem cienko formę, uformować brzegi, ponakłuwać, podpiec 15 min w 200 st C. W międzyczasie przygotowałam farsz - starłam na tarce o drobnych oczkach 3 małe cukinie (razem ze skórką) i jedną małą cebulę cukrową (taką łagodną, soczystą). Doprawiłam solą, pieprzem, koperkiem. odstawiłam na chwilę, aż puści sok i odcisnęłam jego nadmiar. Do ubitej na sztywno piany z dwóch białek, dodałam cukinię, pokruszony lazur (czyli ser z niebieską pleśnią) i delikatnie wymieszałam. Wyłożyłam na ciasto, ozdobiłam plastrami pomidorów bez skórki, serem (można dodatkowo bazyliowymi liśćmi, plastrami pieczarek lub suszonymi pomidorami, czy czarnymi oliwkami) i piekłam jeszcze 30 min w 180 st C.
SMACZNEGO!!!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz