Zazwyczaj tak w życiu bywa, że każdy z nas odczuwa strach przed czymś nowym, nieznanym...i tak też jest w moim przypadku. Czas pędzi nieubłagalnie do przodu i ani człowiek się nie obejrzy, a minie kolejny rok.
Do wielkiej chwili narodzin naszej córeczki zostało już tylko 4 miesiące i chyba zaczynam się powolutku bać...ostatnio po wizycie u naszych znajomych (doświadczonych rodziców) uświadomiłam sobie jak niewiele wiem o opiece nad noworodkami, w ogóle o dzieciach, porodach, kaszkach, chorobach i w ogóle...ogarnęło mnie przygnębienie i strach...A chyba najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, że do nas jeszcze to wszystko nie dociera...tzn. to że zostaniemy rodzicami. Chodzimy razem na badania USG, oglądamy to dziecko, ja odczuwam jego ruchy...ale cały czas jest to jakieś odległe...
Mała rozwija się prawidłowo, ciągle sobie fika, łapie się za uszka, główką (śmieszne to) i już nawet ułożyła się główką w dół do porodu...a my ciągle nie zdecydowaliśmy jak będzie miała na imię...ehhh
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz