Będzie o słonecznikach i końcówce ciąży


13 czerwca 2011.
Dzisiaj rozpoczynamy z Julitką 35 tc...do spotkania już coraz bliżej...:-)
Mama niestety sił ma już coraz mniej, dużo odpoczywa, ale szczerze powiem, że znalezienie dogodnej pozycji bywa trudne. Dzidzia wyżywa się w brzuszku mamy... cały czas unosząc tyłek w górę, zgniatając mi płuca i żołądek. Potrafi boleć, oj potrafi...
Dzisiaj wielkie wydarzenie, bo przyjeżdża nowa fura tatusia - czyli wózek dla Julity. Tata wybierał - więc wszelkie uwagi w razie jakiejś niewygody córka będzie mogła jemu zgłosić ;-)
Co do porodu i wyboru szpitala - to nadal mam mętlik w głowie i wiem, że nic nie wiem...chyba jednak zostanie ten szpital, który wybraliśmy na początku. Mam tysiące obaw i wątpliwości, ale chyba nigdy nie będzie tak, że przy wyborze będę 100%pewna. Oby tylko z Julitką było wszystko w porządku to ja jakoś przeżyję - nawet najgorsze.
W miniony piątek miałam urodziny, a ponieważ nie czułam się najlepiej, zostałam w domu -odpoczywałam i tysiące różnych myśli kłębiło mi się w głowie. Głównie były to wspomnienia dotyczące mojego dzieciństwa i tego, że w każde moje urodziny wczesnym rankiem budził mnie zapach piwonii, który wypełniał cały mój pokój. Moja mamusia zawsze dbała o to, żeby piękne ogrodowe kwiaty (piwonie, słoneczniki) w tym szczególnym dniu cieszyły moje oczy. Potem były prezenty, życzenia i pyszne śniadanko. Nie sposób tego zapomnieć i teraz, choć już mijają trzy lata od dnia, kiedy widziałyśmy się po raz ostatni - ten obraz często mi towarzyszy. Bardzo chciałabym, aby moja córka kiedy dorośnie też tak miło wspominała każde swoje urodziny w domu rodzinnym.
A te piękne słoneczniki, które widzicie na zdjęciu otrzymałam do mojego męża ;-*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz