W oczekiwaniu

29 czerwca 2011.
37 tc. Jeszcze nie urodziłam...choć cisza na blogu mogła kojarzyć się jednoznacznie...:-)
Cóż ostatni okres ciąży nie należy do przyjemnych, przynajmniej dla mnie. Zupełnie opadłam z sił, każda nawet najmniejsza czynność jest dla mnie wielkim wyzwaniem. Mam potworne problemy ze snem, zamiast odpoczywać, budzę się co 20-30 minut i odwiedzam toaletę, a od 4 rano już praktycznie w ogóle nie śpię. Podczas wczorajszej wizyty u lekarza okazało się, że mam już zupełnie wygładzoną szyjkę macicy, rozwarcie na 0,5 cm i główka dziecka mocno naciska na szyjkę stąd moje częste wizyty w toalecie. Teoretycznie wg. lekarza mogę w każdej chwili zacząć rodzić...z prawdopodobieństwem, że w ostatniej chwili może się okazać, że jednak będzie cc, bo sprzężna zewnętrzna mojej miednicy wynosi 18 cm, podczas gdy powinna wynosić min. 20 cm.
Julitka jest jednak małych dzieckiem (około 2380 g) i moja lekarka mocno wierzy, że Matka Natura sobie poradzi z porodem naturalnym.
Od wczoraj zaczęłam się już bardzo mocno stresować bliskością porodu i tym, czy jeżeli mała urodzi się przed czasem będzie z nią wszystko w porządku. Jak wiadomo każdy dzień dla takiego maleństwa w brzuchu mamy jest na wagę złota.
Torba do szpitala już spakowana i spokojnie sobie czeka na ten WIELKI DZIEŃ.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz