Kolejny słoneczny dzień, a siarczysty mróz trzyma

15 lutego 2011.
U mnie dzisiaj za oknem piękne słoneczko i -10 stopniowy mróź...brr Postanowiłam dzisiaj, że z samego ranka jak tylko zasiądę do komputera zanim zacznę czytać to wstrętne prawo, napiszę coś na blogu.
Moje samopoczucie dalekie jest od dobrego, ale jestem jakby odrobinę spokojniejsza, a to za sprawę wczorajszej wizyty u lekarza. Kolejka do Pani Doktor była długa i nerwowa...jakieś ciężarne, jedna chyba właśnie poroniła, kobiety na jakieś badania, zabiegi...każda na swój sposób zdenerwowana. A ja siedziałam skulona w kącie i czekałam na swoją kolej - oczywiście też jakaś niespokojna.
Po około 2 h zostałam poproszona do gabinetu, poszło dość szybko i sprawnie. Okazało się, że schudłam i Pani Doktor zaleciła mi jedzenie 5; 6 razy dziennie w małych ilościach, ale jak tutaj jeść jak jestem ciągle taka zestresowana...dzisiaj rano po zjedzeniu śniadania o mało, a wszystko bym zwymiotowała w łazience...:-(. Dostałam L4 i mam dużo odpoczywać. Ostatnio rzeczywiście nie mogę spać w nocy, budzę się niewypoczęta, cały dzień pobolewa mnie brzuch...a niby w II trymestrze miało być tak super. Cóż każda ciąża jest inna, tak jak każda kobieta jest inna.
A na zakończenie wizyty Pani Doktor mi powiedziała, że jej się widzi, że będzie chłopczyk...ale ja wolę zaczekać do następnej środy i wtedy mam nadzieję, że się już czegoś konkretnego dowiem.
Cieszę się, że póki co maleństwo rozwija się prawidłowo, choć zapomniałam poprosić, żeby Pani Doktor zmierzyła jego długość... :-), no ale.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz