Słodkie lenistwo czy ciężka praca...hmm

8 lutego 2011.

Od wczoraj jestem w domu na zwolnieniu lekarskim i zastanawiam się nad tym, co jest lepsze - chodzenie do pracy i spędzanie 8 h za biurkiem, czy siedzenie w domu i zakuwanie prawa...hmm
Zacznę od tego, że w piątek wysłałam wniosek i odpowiednie papiery do Ministerstwa Środowiska w sprawie dopuszczenia mnie do egzaminu stwierdzającego moje kwalifikacje jako geologa czyli tzw. uprawnienia kategorii VII. Na temat kategorii i stwierdzania kwalifikacji nie będę się tutaj rozpisywała, ponieważ musiałabym przepisać tutaj stosowne ustawy, a wierzcie mi jest to straaasznie nudne. W każdym razie postanowiłam podejść do tego egzaminu wczesną wiosną, póki jeszcze mam siłę uczyć się i podróżować. Oczywiście egzamin ten nie jest kwestią odwiedzenia Ministerstwa - tylko trzeba zdać naprawdę ciężki test i przejść komisję ustną podczas której egzaminujący może zapytać mnie tak naprawdę o wszystko. Samych ustaw prawnych i norm, które trzeba znać będzie około 2,5 tyś stron. Horror. Materiału jest bardzo dużo, a czasu bardzo mało. Ale trzeba spróbować, a jak się nie uda to następny za pół roku...;-)
Od wczoraj za oknem występuje gościnnie słoneczko - więc i moje samopoczucie jakby odrobinę się poprawiło. Ale już tęsknię za wiosną, latem...choć z drugiej strony bycie ciężarną kulką podczas upałów to ponoć nie taka przyjemna sprawa.
Moja fasolka - choć to chyba już nie taka fasolka tylko mały człowieczek ;-) rozpoczęła wczoraj 17 tydzień swojego fasolkowego życia. Chyba już lada moment powinnam poczuć ruchy dzidziusia...już nie mogę się doczekać, choć od wczoraj mam potworne bóle brzucha i trochę się martwię. Tatuś mówi, że za dużo się forsuję, a jak tutaj się nie forsować, kiedy tyle spraw na głowie. Nauka, dom, praca, tata...ach
Byle do wiosny...:-)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz