24 stycznia 2010

15 tydzień ciąży. Brzucha nadal nie widać i w sumie to nie wiem, czy powinnam się martwić, czy cieszyć. Bo z jednej strony zamartwiam się, czy dzidziuś w ogóle żyje i prawidłowo się rozwija, skoro mój brzuszek się w ogóle nie zaokrągla, a z drugiej strony, może powinnam się cieszyć, że będę miała mniej do pozbycia się po porodzie...ech - wszystko to takie trudne i skomplikowane, całe to nasze życie. Każdego dnia musimy podejmować jakieś decyzje dotyczące reszty naszego życia i raz są to decyzje szybkie i błahe, a innym razem trudne, zagmatwane i skomplikowane. Moje samopoczucie jakby się odrobinkę poprawiło, mam chyba więcej sił niż przed kilkoma tygodniami, ale nie mogę powiedzieć, że tyle co przed ciąża, oj nie...Poza tym niestety ciągle odwiedzam bardzo często toaletę, bo parcie na pęcherz mam czasem okropne. Pojawiła się za to nowa dolegliwość - mianowicie uczucie pełności żołądka. Mimo, że jem dosyć mało, to ucisk na żołądek bardzo mnie męczy...brr
Jakoś ten dzisiejszy dzień jest dla mnie wyjątkowo ciężki. Dużo myślę i analizuję to, co się dzieje wokoło i dochodzę do tego, że świat (ludzie) jest okrutny. Każdy myśli tylko o sobie...nie ma drugiego człowieka, czegoś bezinteresownego...jak coś idzie nie po mojej myśli i coś stanie się źle to oczywiście każdy zaczyna szybko kalkulować i analizować, co będzie bardziej opłacalna dla niego...brrr brzydzę się tym.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz