Dzisiejszy dzień zapowiada się interesująco - od 4 rano nie zmrużyłam oka, mam potworny ból głowy, a do tego ciągłe uczucie pełnego pęcherza (ponoć typowe dla I trymestru) i ciągłe wizyty w toalecie bardzo mnie męczą. Ból głowy jest o tyle uciążliwy, że nie można brać większości leków przeciwbólowych poza paracetamolem - który w moim przypadku dość rzadko bywa skuteczny.
Dziś Wielki Dzień - ostatni dzień roku 2010. Czas podsumowań, refleksji i nowych postanowień. Mam nadzieję, że pomimo wszystko dla większości z Was/nas był to jednak dobry rok.
1 sierpnia 2010 o godz 14 w uroczystej i podniosłej atmosferze Świątyni Wang w Karpaczu powiedzieliśmy sobie to najważniejsze "tak" w życiu z moim mężem Arturem. Potem była już tylko radość i zabawa w wyjątkowym miejscu dla wyjątkowych ludzi czyli we "Fregacie" w Zagórzu Śląskim.
Wrzesień - podróż poślubna - Czarnogóra i Chorwacja. Choć nie obyło się bez niespodzianek typu zatrucie żołądkowe i 48 h w toalecie...brr to była to jedna z ciekawszych i piękniejszych wycieczek w moim życiu.
Listopad - wiadomość od bociana - będziemy rodzicami.
Było tego trochę - tych wydarzeń, które radowały, choć nie rzadko przynosiły także ogromny stres. Ale takie już bywa to nasze życie.
Tymczasem życzę wszystkim czytelnikom mojego bloga spokojnych przygotowań do zabawy sylwestrowej, a sama zabawa niech będzie niezapomniana
<3
OdpowiedzUsuń